wtorek, 5 stycznia 2016

Od Kayle'a CD James

Kiedy James zawiózł mnie do szpitala, wciąż byłem roztrzęsiony i nie mogłem się uspokoić. Byłem tak przerażony, że nawet nie czułem bólu, kiedy nastawiali mi nos. Z tego co udało mi się zrozumieć, nic poza tym złamanym nosem mi się nie stało, ale więcej zwyczajnie nie byłem w stanie przyswoić z przerażenia i stresu.
Minęło kilka godzin, w trakcie których zrobili mi mnóstwo badań i nie wiem czego jeszcze, zanim nie przyszedł do mnie James. Spytał co mi się stało, od kiedy spytał mnie pierwszy raz w domu, nie powiedziałem do nikogo ani słowa. Jednak miałem tak ściśnięte gardło, że zwyczajnie nie byłem w stanie nic powiedzieć.
- Kayle... - spojrzał na mnie z troską i chciał przytulić, ale kiedy mnie dotknął przeszedł mnie dreszcz i moje ciało samo z siebie się odsunęło. Zacząłem się trząść. Skuliłem się na łóżku zagryzając zęby i starając się powstrzymać łzy, które znów napłynęły mi do oczu.
- Kto ci to zrobił? I właściwie co ci zrobił? - zapytał. Nie odpowiedziałem. - Kayle, rozmawiaj ze mną...! Co się stało...?! - pytał zdenerwowany. Serce waliło mi młotem.
- Przepraszam... - niemalże jęknąłem, prawie niedosłyszalnie.
- Za co mnie przepraszasz? Błagam, powiedz co się stało! - czułem na sobie jego wzrok.
- Ja... było ciemno i... Czterech... podeszli i... Nie pamiętam... obudziłem się i... - dukałem nie umiejąc złożyć składnego zdania. Po policzkach spływały mi strumienie łez. Zanim James zdążył zadać kolejne pytania, do sali wszedł lekarz, który wcześniej nastawił mi nos i ogólnie robił badania.
- Jest pan kimś z rodziny? - zapytał patrząc na James'a.
- Nie... - odparł spuszczając głowę.
- To prosiłbym o wyjście. Potem pana zawołam. - powiedział. James niechętnie wyszedł. Zostałem z lekarzem sam. Usiadł na miejscu James'a i spojrzał na mnie.
- Masz jakąś rodzinę? - zapytał. Nie odpowiedziałem. - Rodzice, rodzeństwo, dziadkowie? Ktokolwiek? - znów milczałem. - Jeśli tak, to jak możemy się z nimi skontaktować? Nie wiemy nawet, czy jesteś pełnoletni, nie mamy żadnego wywiadu, jeśli nie masz osiemnastu lat, musimy zawiadomić twoich prawnych opiekunów... - poinformował cały czas na mnie patrząc, jednak ja wciąż milczałem.
Próbował się czegoś ode mnie dowiedzieć jeszcze przez dłuższy czas, w końcu zrezygnował i zawołał James'a. Chłopak wszedł do pomieszczenia i spytał:
- Coś się stało? Wie pan już, co mu się stało? Powiedział coś panu? - zapytał podchodząc do mojego łóżka.
- Nie chce ze mną rozmawiać. Nie powiedział ani słowa. - odrzekł lekarz. - Znacie się? Jesteście przyjaciółmi? - zapytał. James pokiwał głową. - Wiesz gdzie są teraz jego rodzice, opiekunowie?
- Niestety nie. Jest pełnoletni, mieszka sam. To znaczy, ze swoim psem. A tak to jest barmanem, dorabia by później pójść na studia. - odrzekł James.
- Czyli mieszka sam i sam o siebie dba, tak? Ile ma dokładnie lat?
- 19.
- Wiesz czy brał wcześniej udział w jakichs bójkach? Miał z kimś na pieńku?
- Nie. Jest nieśmiały i cichy, nie pakuje się w kłopoty i raczej nie ma nikogo, kto mógłby zrobić mu to w zemście. Tak myślę...
- Tak myślisz?
- Nic mi nie mówił...
- Jesteście blisko? Gdyby miał, to by ci powiedział?
- Tak sądzę...
- Eh... Chyba prędzej tobie się zwierzy niż mnie... Porozmawiaj z nim... - to mówiąc lekarz raz jeszcze na mnie spojrzał, a potem wyszedł. James usiadł obok łóżka.
- Kayle... Powiesz mi co się stało...? Martwię się o ciebie... - poprosił patrząc na mnie z troską. Zacisnąłem palce na pościeli.
Zostałem w szpitalu jeszcze przez dzień na obserwacji, a potem wypuścili mnie do domu. James cały czas był przy mnie, ale nie powiedziałem ani jednego słowa w tym czasie. Kiedy przywiózł mnie do domu, poszedłem do sypialni i położyłem się w ubraniach na łóżku, chowając się pod kołdrą. Mortimer przybiegł i wskoczył na łóżko kładąc się obok mnie. Zaskamlał delikatnie liżąc mnie po dłoni. Przytuliłem go, przełykając śline. James stanął w drzwiach sypialni. Chwilę tak stał, by zniknąć i zamknąć je za sobą.
Nie wychodziłem z pokoju cały dzień, po południu James przyszedł, żeby zawołać mnie na obiad. Niepewnie poszedłem za nim, usiadłem przy stole wciąż milcząc, ale tylko patrzyłem się w talerz. Nie mogłem niczego przełknąć. Cały czas czułem na sobie stroskane spojrzenie chłopaka.
Po "obiedzie", w trakcie którego nic nie zjadłem, wróciłem do pokoju, znów kładąc się z Mortimerem. Późno wieczorem James przyszedł do sypialni po swoje rzeczy, żeby wziąć prysznic.
Kiedy się odwrócił, wstałem i niepewnie się do niego przytuliłem. W pierwszej chwili drgnął, na co przeszedł mnie dreszcz. Bałem się. Nie jego, ale dotyku. Każdego dotyku. Ale nie chciałem. Mimo iż było to silniejsze ode mnie. Odwrócił się, by na mnie spojrzeć. Wtedy mocno się w niego wtuliłem, kryjąc się w jego objęciach i mimo tego, jak drżałem i jak waliło mi serce, nie chciałem go puszczać.


<?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz