Spojrzałem na Mortimera, który siedział obok mojej nogi i na mnie patrzył. Zaskamlał.
- Nie jestem głodny... A ty powinieneś odpocząć, albo pójść do lekarza... - powiedziałem cicho.
- Nic mi nie będzie, a ty musisz coś zjeść. - odparł.
- Na prawdę nie jestem głodny... - powiedziałem jeszcze ciszej. Westchnął.
- Kayle... Na prawdę muszę ci tłumaczyć, dlaczego musisz coś jeść? - wstał i podszedł, po czym klęknął obok mnie. Milczałem ze wzrokiem wbitym w podłogę. - Przyznaj się. Kiedy ostatnio coś jadłeś? - spytał.
- Wczoraj... - skłamałem.
- Dlaczego mi się nie zdaje...? - westchnął. - Musisz coś zjeść. Cokolwiek. - oznajmił tym razem głosem niecierpiącym sprzeciwu.
- Nie jestem głodny... - powiedziałem cicho.
- Człowieku, zagłodzisz się...! Musisz coś zjeść z rozsądku...! Zrozum, martwię się o ciebie...! - rzekł podenerwowany.
Mimo ściśniętego gardła wziąłem do ręki kanapkę. Nie chciałem, żeby był na mnie zły. Ugryzłem kawałek, a potem spróbowałem przełknąć, co okazało się trudne. Jakoś mi się udało zjeść jeszcze kilka gryzów, ale wtedy mnie zemdliło i zerwałem się gwałtownie, by pobiec do łazienki, gdzie zwymiotowałem, w większości żółcią. Dyszałem i trzęsły mi się nogi i ręce. James stanął w drzwiach i spojrzał na mnie.
- W porządku? - spytał. Skinąłem głową ciężko oddychając.
Otarłem twarz i przepłukałem gardło, w którym pozostał nieprzyjemny posmak kwasu solnego. Potem wróciłem z James'em do kuchni. Spróbowałem zjeść jeszcze trochę, ale ciężko mi to szło. Zjadłem jedną kanapkę i więcej zwyczajnie nie przeszło mi przez gardło. Poszliśmy z James'em do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie.
- Dlaczego nie odbierałeś? - spytał zmartwiony.
- Ukradli mi telefon... Nie zdążyłem ci powiedzieć... - odparłem cicho.
- A wiadomości na facebooku? - dopytywał.
- Laptopa też ukradli... Miałem go wtedy w plecaku... Tak samo jak pieniądze, kartę kredytową, dowód osobisty, klucze i inne dokumenty... Nawet buty ukradli... - odparłem wtulając się w niego i podkulając kolana, żeby zrobić obok siebie miejsce dla Mortimera.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz