wtorek, 5 stycznia 2016

Od Kai'a - c.d Kody

Dziwnie się czuje, obcy mi dotąd mężczyzna wchodzi, następnie dziękuję mi za to iż zająłem się jego Kodą? Jednak zdecydowanie mówi iż nie jest on jego. Potem jeszcze kilka nieprzyjemnych wymiany zdań. Sucho mówię, że lepiej jak pójdę. Choć on mnie nawołuje, ten, któremu uratowałem niedawno życie.
Szybko opuszczam pomieszczenie widząc samego mężczyznę, który jest byłym Kody. Czyli w jakieś części jest gejem? Nic szczególnego... Ja jestem biseksualistą, więc no. Koda wyprowadzony z równowagi, krzyczy, następnie odsuwa od siebie mężczyznę. Chciałem podejść, zareagować, ale to nie moje sprawy. Co ja miałem zrobić? Nie mogłem tak sobie podejść „odebrać” go i coś zrobić drugiemu. O to, to nie. Nagle Koda cofał się, odwrócony do mnie plecami, a twarzą do swojego byłego. Momentalnie na mnie wpadł. Odwrócił się i spojrzał na moją twarz. Posłałem mu niepewny uśmiech. Musiałem oddać mu jego ciuchy, w końcu nie należą do mnie. Łapie lekko za jego nadgarstek i ciągnę do góry, gdzie były moje rzeczy. Szybko ściągnąłem pożyczone od niego ciuchy, no poza bokserkami, powiedziałem, że jak wypiorę to mu w końcu oddam. Zakładam własne ciuchy, a jego oddaje samemu właścicielowi, przy którym zdążyłem się przebrać. Do sypialni wpada Atrey. Spogląda na nas i szczerzy się na sam widok Kody, którego przyciąga do siebie. Czy on czasem nie miał stąd wyjść na ostatnie słowa jakie wypowiedział do niego właściciel domu? No z taką nienawiścią to chyba wiadome, że należałoby opuścić dom. Jednakże chyba do tego trzeba mieć cierpliwość, bądź siłę wyprowadzenia go stąd. Podszedłem do nich, gospodarza domu, któremu się to nie podobało. Odciągam wyższego mężczyznę, który na mnie patrzy ze zdziwieniem w oczach. Bez niczego wyprowadzam go z pomieszczenia, prowadzę na dół, szepcząc, że tam na niego coś czeka, coś niezwykłego. Podchodzę z nim do drzwi frontowych, które otwieram wciąż trzymając go za koszulkę, tym samym wywalam obcego, że znam jego imię nie znaczy, że jestem jego znajomym. Zamykam drzwi na klucz, idę jeszcze zamknąć okno, przez które Koda miał zamiar uciec. Kiedy to zrobiłem wracam do samego mężczyzny, który jest nieco podenerwowany. Siedział na łóżku swojej siostry, ciężko oddycha, jakby przestraszony, a jednocześnie zdenerwowany. Przysiadłem tuż obok niego. Niepewnie go obejmuję, nie chciałem być nachalny, ale też nie chciałem aby myślał, że w tej sytuacji jest sam. Mężczyzna podnosi głowę i patrzy na mnie. Chciał mnie odepchnąć, ale tego nie zrobił. Uśmiecham się przyjaźnie do niego.
- Ej spokojnie... Już nic Ci nie grozi, bo go tu nie ma. - szepczę.
Jednak jego oddech staje się nierównomierny. Przytulam go bardziej do siebie. Delikatnie dotykam jego nadgarstka prawej ręki. Jeszcze ta gęsia skórka, która była aktualnie na jego ciele. Westchnąłem cicho i parę razy przejechałem szybciej dłonią, tak aby ta nieprzyjemna skórka zniknęła w jakimś stopniu. Spogląda na mnie niepewnym wzrokiem. Kiedy tylko dostrzegł, że również na niego patrzę, od razu odwrócił głowę w drugą stronę.
Siedzieliśmy w ciszy, którą wypełniały nasze oddechy. Jego oddech nieco się unormował, czyli co już jest mu lepiej? Zbliżam nieco swoją głowę do jego barka, oparłem o tą część jego ciała, delikatnie podbródek.
- Jest lepiej? - pytam.
Ten niepewnie pokiwał głową, na ten znak iż jest już lepiej. Uff... Uśmiecham się wypuszczam go ze swoich objęć. Nawet nie wiem ile minęło czasu, ale tak bardzo nie chciałem iść do siebie, chciałem być cały czas przy nim. Tylko nie wiedziałem czy on tego chciał. To mnie zastanawiało, ale nie zapytałem go o to. Wstałem z łóżka, ale on chyba nawet o tym nie myślał. Ponownie podchodzę i delikatnie łapię jego nadgarstek, tak aby nie czuł się źle. Unosi głowę i patrzy na mnie. Następnie powoli się podnosi i wychodzimy z sypialni, jednak wciąż nie puściłem jego nadgarstka.
- Chcesz iść na miasto? - spytałem.
- Nie bardzo... - odparł cicho.
- A może jednak? Przynajmniej odpoczniesz od tego wszystkiego...
Nie minęło dziesięć minut, a Koda w końcu się zgodził. Ubraliśmy kurtki i buty i już wychodziliśmy, kiedy to znowu zjawił się Atrey. Mój towarzysz chciał wrócić do środka, ale powiedziałem spokojnym głosem aby zakluczył drzwi. Zrobił to i podszedł do mnie ze spuszczoną głową. Patrzyłem na jego byłego, nic nie mówiąc ruszyliśmy przed siebie nie zważając na niego. Dźgnąłem palcem znajomego. Zaśmiał się, a wcześniej odskoczył w bok. Objąłem go ramieniem przyciągając do siebie. Rozczochrałem mu włosy, na co oberwałem po łapach.
- Kai! - warknął i odsunął się ode mnie.
Szybko układał swoje włosy na nowo, tak aby wyglądały jak wcześniej, ale mu nie wyszło. Uśmiechnąłem się, zadowolony ze swojego czynu.
- Nie speszyłeś się, że Atrey to mój... e-eks? - zająkał ostatnie słowo.
Pokręciłem tylko głową. Jakby ulżyło mu z tego powodu.
- No... Nie jestem hetero... No jestem biseksualistą. - odparłem niepewny. - Nie chwalę się byle komu jakiej jestem orientacji... No i w sumie jesteś pierwszy, który o tym wie. No i moi byli partnerzy, ale tak to nie bardzo się tym chwalę.
Posłałem mu uśmiech i spojrzałem przed siebie. Akurat jakaś kawiarnia, do której zaszliśmy. Usiedliśmy w miejscu gdzie było najmniej osób, kelnerka podeszła. Od razu zamówiłem kawę, Koda także. Kobieta odeszła, a mężczyzna się zmartwił, gdyż nie wziął portfela, na co się zaśmiałem, mówiąc iż na mój koszt. Pieniądze mam zawsze ze sobą, jakiś taki nawyk...
Koda? ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz