-Kayl spokojnie nic mi nie jest-powiedziałem.
Położyłem swoją rękę na jego, a ten drgnął, nie zabrałem jej.
Chłopak wyglądał strasznie, wychudzony i blady. Gdy tylko obandażował mi rękę odłożyłem rzeczy i przytuliłem się do niego, nie zważając na dość mocne bóle.
-Przepraszam, że cię zostawiłem w tak trudnej chwili-powiedziałem-wiem co oni ci z robili, już nigdy cię nie skrzywdzą... zemściłem się i jesteś bezpieczny.
Ten objął mnie lekko, poczułem jak kropla spływa po mej szyi.
-Nie płacz-dodałem.
Pozwoliłem aby opatrzył mnie do końca.
-Zabiliście ich?-zapytał cicho.
-Nie wszystkich-mruknąłem-ale ten, co ci to zrobił, pożałował tego.
-Boże James! Możesz mieć kłopoty-odparł.
-Mój przyjaciel zajmie się wszystkim-wyjaśniłem.
Złapałem go za rękę i przyciągnąłem do siebie obejmując.
-Bardzo przepraszam, ale nie zasnąłbym widząc cię w takim stanie i nawet nie wiedząc o co chodzi-powiedziałem-a teraz coś zjesz, widzę, że nie jadłeś długo co mnie bardzo niepokoi.
Zrobiłem mu pożywienie, ten siedział na krześle wciąż na mnie patrząc. Podałem mu na talerzu kanapki i dwa naleśniki.
-Proszę zjedz, jeśli nie sam włożę ci to do buzi-powiedziałem stawiając obok szklankę z sokiem.
Kayl?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz