Market.
A co robię w markecie? Zakupy.
Czy coś w tym niezwykłego? Nie.
Ale znając mnie, to nie mogło się skończyć dobrze. Dezydery kopsnij hery jak zwykle musiał wpadnąć na jakże cudowny pomysł, wślizgnięcia się do zamrażarki. A czemu?
BO MI GORĄCO BYŁO. JEDYNE TESCO GDZIE NIE MA TŁUMÓW, KURTKA, OGRZEWANIEM DOWALILI I JA JAK TO JA WYJMUJĄC KREWETKI, PRZY OKAZJI ZAKOPAŁEM SIĘ W, o dziwo, WYGODNYM ZAMRAŻALNIKU.
Nie powinienem krzyczeć, ale wstrząsnęło mną. A najlepsze było to, że czułem to odświeżenie, niczym w reklamie pasty do zębów. Akuratnio moje siekacze zaczęły już stukać o siebie, a wykorzystując ten tik, zacząłem skubać nimi skórki paznokci.
W tym momencie zobaczyłem nad sobą dziewczynę. Ładna była, nie powiem.
- Wszystko w porządku?- spytała z niewiarygowną troską i delikatnym rozbawieniem.
- Taaaak... gadaj co chcesz i zamykaj, bo ciepło wlatuje- wyszeptałem cicho. W tym momencie dziewczyna omal nie wybuchnęła śmiechem, ale powstrzymała się w porę.
- Co robisz w zamrażalce?- postanowiła drążyć temat, a ja przewróciłem oczami, owijając przy tym rękami, ugiętę i przyciągnięte pod brodę kolana.
- Chłodzę się, bo było mi gorąco- wyburczałem, rzucając na nią nieco oburzony wzrok.
- Było. A więc już nie jest. Wychodź stąd, jeszcze sobie coś odmrozisz!- zaśmiała się na co ja totalnie nie zareagowałem. W tym momencie zmarszczyła brwi, rozglądnęła się, po czym spojrzała na mnie uśmiechając się chytrze- Ochroniarz idzie...- gdy to usłyszałem, wyskoczyłem czym prędzej, zachaczając przy tym stopą o framugę lodówki i lądując twarzą na zimnych kafelkach w sklepie. Obejrzałem się na wszystkie strony i wtedy uświadomiłem sobie, że dziewczyna, która ponownie zwijała się ze śmiechu, najzwyczajniej w świecie kłamała. Podniosłem się, otrzepując ręce, tyłek, kolana i twarz, po czym założyłem łapki na piersi.
- Dzięki, wiesz?- wysyczałem, patrząc na nią jadowicie. Była mniej więcej mojego wzrostu, może ze trzy centymetry wyższa. Po jej ramionach spływały długie, kasztanowe włosy, a jej uśmiech zapierał dech w piersi.
- Nie ma za co błękitku!- przeczesała kosmyki palcami. Wydąłem policzki i podszedłem ponownie do zamrażalki, ale dziewczyna z impetem zamknęła szybę, nie pozwalając mi wrócić do maszyny. Fuknąłem i odwróciłem się na pięcie, przy czym pośliznąłem się i wpadłem prosto na mój porzucony koszyk. Skończyłem z ręką w rozgniecionych bananach, co nie było zbyt przyjemne i apetyczne.
- Chol.era jasna!- zawyłem, otrzepując dłoń, co nie dało mi nic więcej, jak pobrudzenie przy okazji swojej szaro-biało-błękitnej kurtki. Nim mogłem cokolwiek zrobić, dziewczyna trzymała mnie za nadgarstek i wycierała mokrą chusteczką wnętrze mojej dłoni, kręcąc przy tym głową. Wpatrywałem się w nią, gdy ona ze skupieniem stwierdzała, czy moja ręka jest już wystarczająco czysta. A gdy skończyła z nią, przeniosła się na kurtkę.
- Gotowe. Czysty jak łza- stwierdziła z delikatnym uśmieszkiem. Pokiwałem głową.
- Dziękuję, nie trzeba było.
- Wytarłbyś to w kurtkę...
- Wypraszam sobie! Nie jestem jak każdy facet!
- Naprawdę? W takim razie przepraszam, jeśli to cię obraziło.
- Psh, nie jestem obrażalski, no i nic nie szkodzi, Madame- ukłoniłem się, lecz gdy się wyprostowałem, uderzyłem czubkiem głowy o jej szczękę.
(Psh)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz