czwartek, 7 stycznia 2016

Od Damona CD Lucy

Do domu wracałem lekko załamany.
Kiedy wszedłem do mieszkania i zamknąłem za sobą drzwi postanowiłem, przeanalizować każdy szczegół naszego spotkania, by zobaczyć, co wpłynęło na reakcję dziewczyny. Niestety, nie jestem zbyt dobrym obserwatorem, a i na dziewczynach niezbyt dobrze się znam... Parę przelotnych związków, nic ciekawego, nic na dłużej... Więc co ja mam o nich wiedzieć? Jak ja mam zrozumieć, co takiego zrobiłem?
Zdjąłem z siebie kurtkę, zdjąłem buty i wszedłem do mojej przytulnej kawalerki. Sięgnąłem po szkicownik i ołówki, i zacząłem dokańczać jeden ze wcześniej zaczętych rysunków.
Może niewłaściwie się uśmiechnąłem, może na dłużej zawiesiłem wzrok tam, gdzie nie powinienem (było na czym, moi drodzy), a ona to zauważyła? Może źle dobrałem słowa?
Jedno jest pewne: coś jest na rzeczy.
Zacząłem poprawiać twarz Aragorna i przeniosłem się na dopracowywanie stroju Arweny. Skończyłem rysować jej suknię i na chwilę skupiłem się na tle. Wzgórza Cerin Amroth... Potem znowu postacie. Arwena zakłada Aragornowi Evenstar na szyję...
Tak, coś jest na rzeczy, coś się stało. Tylko jeszcze nie mam pojęcia co.
Dlaczego uciekła? Dlaczego zaczęła gadać coś o jakimś kocie? A potem: "Ja się po prostu boję". Kogo lub czego się boi? Mnie? Nie mam pojęcia.
***
Piłem trzecią tego dnia kawę. Byłem niewyspany, a smak podłej rozpuszczalnej wżerał mi się w język. Chol.era, muszę kupić tutaj dobry ekspres do kawy. Wszystko przez to, że przez całą noc moje myśli biegły w kierunku ślicznej blondynki o czterech imionach. Do tego wybitnie nie miałem humoru.
Na dzisiaj dwa tatuaże, konsultacja i trzy razy piercing.
"Kolczykowanie" już odbębniłem, więc pozostało same dziarganie. Dopiłem kawę, przejrzałem szkice i usiadłem na fotelu zatapiając się w lekturze.
Do planowego przyjścia następnej osoby zostało mi czterdzieści pięć minut, więc postanowiłem zapukać do drzwi gabinetu prokuratora Teodora Szackiego i razem z nim rozwiązywać zagadkę sandomierskich morderstw. "Ziarno prawdy" czytałem już po raz wtóry, ale po prostu uwielbiam humor, tajemnice i dużo innych rzeczy zawartych w tej książce. Autor nie unika żadnych tematów, pisze o wszystkim ze świetnie uchwyconego punktu widzenia.
***
-Dzień dobry!-usłyszałem.
-I nie waż mi się go zepsuć.-mruknąłem cichutko pod nosem. Odłożyłem książkę i wyszedłem zza parawanu. Och, ten facet od konsultacji wcześniej przyszedł.
-Dzień dobry, zapraszam. Proszę powiedzieć, jak pan widzi swój tatuaż.
***
Ostatni klient wyszedł pół godziny temu, a ja chowałem wszystko i zamiatałem oraz myłem podłogę. Nuciłem sobie przy tym Creep KoRnu.
Dzwoneczek nad drzwiami. Kogo przywiało? Wychyliłem się zza parawanu i troszeczkę się zdziwiłem, ponieważ w drzwiach stała Lucy.
-Cześć, Damon...
-Cześć.-mruknąłem, wychylając się tylko trochę bardziej.
-Wiesz, ja chciałam Cię przeprosić...-powiedziała, starannie unikając patrzenia mi w oczy.
-Co, kot nie był głodny?-mruknąłem, wbijając wzrok w sufit.
-Co?-dziewczyna zmarszczyła brwi, a na jej ślicznej twarzyczce odmalował się frasunek.
-Nevermind... Nic się nie stało-wyszedłem zza parawanu i wbiłem w nią wzrok. Założyłem ręce. Ciekawy byłem, czy wyjaśni mi, o co jej wczoraj chodziło.
W końcu dziewczyna spojrzała na mnie, a ja nie byłem pewien, co widzę w jej oczach. Nie była to wina odległości, tylko tak wiele przebiegało przez te szmaragdowe zwierciadła w jednej chwili.
-Uważasz, że jestem dziwna. Boisz się mnie-powiedziała i zwiesiła głowę. A ja zrozumiałem, że byłem chyba za ostry.
-Nie boję się Ciebie, ale o Ciebie-powiedziałem ruszając się z miejsca.
-Słucham? Przecież nawet mnie nie znasz..
-To jakiś problem?-spytałem, stając na powrót w miejscu, teraz już trochę bliżej niej.
-Tak, to jest problem: nie znasz mnie.
-A więc uważasz, że nie mogę się o Ciebie troszczyć, bo Cię nie znam, tak? Powiedz to samo jakiemukolwiek lekarzowi, ratownikowi medycznemu, czy strażakowi.
-To nie to samo.
-Ach, nie to samo. Rozumiem. Więc powiedz to jakiejkolwiek rodzinie zastępczej, jakiejkolwiek matce, która trzymając za rękę swojego męża wchodzi do domu dziecka i staje przy małym, zapłakanym, chudym dzieciaku i mówi: Chodź kochanie, weźmiemy Cię do domu. Nie to samo? Wierz mi, kto jak kto, ale ja coś o tym wiem-warknąłem, świdrując ją wzrokiem. Dziewczyna nie odpowiadała, a ja poczułem, że przegiąłem.
-Przepraszam Cię, Lucy... Nie powinienem tak ostro reagować-powiedziałem i podszedłem jeszcze trochę bliżej. Uśmiechnąłem się przyjaźnie i delikatnie złapałem dziewczynę za brodę tak, że uniosłem jej twarz, by móc spojrzeć jej w oczy, które w tym świetle stały się turkusowe.
-Lucy, przepraszam Cię.
Zero odpowiedzi. Zamknęła oczy. Omiotłem wzrokiem jej twarz, na dłuższą chwilę zatrzymując się na wargach, które kiedyś chciałbym poczuć na mojej skórze i na policzkach, które robiły się czerwone.
-Lucy-zwróciłem się do dziewczyny delikatnym tonem. Puściłem jej brodę i odgarnąłem kosmyki jasnych włosów opadających na twarz.-Nie bój się mnie. Proszę.
Lucy? Czo ty na to? <333

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz