Siedziałam w mieszkaniu i zaspana pakowałam torbę. Wstałam zdecydowanie za późnij niż powinnam lecz nie robiło to dla mnie większego znaczenia, zawsze mogę podjechać autobusem i w kilka minut być na miejscu. Gdy byłam pewna, że znoszona torebka zamiera wszystko to, co powinna wyszłam z mieszkania i zamknęłam je na klucz. Zeszłam schodami na parter z drugiego piętra i wyszłam na ulicę. Kawałek dalej zebrało się kilkoro ludzi przy samochodzie…straży miejskiej? Podeszłam tam niepewnie i wyjrzałam między ludzi. Hycle właśnie wprowadzali do klatki dużego psa w kagańcu…którym okazał się Kumpel?! Chciałam zareagować, zawołać by go zostawili i ewentualnie podać się za właściciela, lecz ludzie stali zaciekle a hycle odjechali nim ominęłam biegiem cały tłum. Musiałam powiadomić Jacob’a…ale jak? Nie miałam nawet numeru jego telefonu. Niewiele myśląc pobiegłam w stronę parku, może tu był? Po kilku minutach szybkiego biegu, który przez zbyt krótkie nogi nie był wystarczająco szybki dotarłam na miejsce. Na ławce na której zwykle siedział nie było go. Mówił coś, że pracuje jako mechanik…Zaczęłam wypytywać ludzi o najbliższy warsztat. Jeden ze starszych mężczyzn widząc jak latam w tą i z powrotem wskazał mi drogę. Podziękowałam i czym prędzej pobiegłam we wskazanym kierunku. Nie było czasu, kto wie co zrobią z Kumplem? Do warsztatu trafiłam szybciej niż zamierzałam. Zziajana zajrzałam do środka.
-Jacob?-spytałam łapiąc oddech.-Jesteś tu?
Po chwili chłopak wyjrzał zza rogu i spojrzał na mnie pytająco.
-Złapali Kumpla-wykrztusiłam.-Pod moim blokiem. Nie zdążyłam ich zatrzymać. Jak spojrzałam na samochód schronisko mają w dzielnicy Paddington.
<Jacob?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz