wtorek, 5 stycznia 2016

Od Kayle'a CD James


- Bo... - zacząłem w końcu, ale urwałem. - Nie, nie ważne. - wzruszyłem ramionami i wstałem.
Odniosłem resztkę, czyli połowę, płatków i wywaliłem, jakoś nie miałem apetytu, po czym włożyłem miskę i łyżkę do zmywarki. Chciałem pójść do łazienki, żeby do końca się ubrać, ale James stanął w korytarzu zachodząc mi drogę.
- Widzę przecież, że coś jest nie tak. Powiedz mi. - nalegał patrząc na mnie z troską, ale i naciskiem.
- Na prawdę nic się nie stało. - zapewniłem go uśmiechając się spokojnie i wspiąłem się na palce muskając ustami jego usta, po czym wyminąłem go i zniknąłem w łazience.
Spodnie już zdążyły wyschnąć, więc założyłem je na siebie, potem zarzuciłem jeszcze bluzę, a na stopy stopki i czarne vansy, po czym poszedłem do sypialni.
Chwyciłem plecak, włożyłem do niego jak zwykle laptopa, dokumenty i portfel. Sprawdziłem godzinę na telefonie. Miałem jeszcze piętnaście minut, więc spokojnie zdążę na autobus. Włożyłem telefon do tylnej kieszeni spodni, a następnie poszedłem do przedpokoju, zdjąłem kurtkę z wieszaka i skierowałem się do drzwi.
- Poczekaj chwilę, wezmę tylko kluczyki. - odezwał się James.
- Nie trzeba. Zostań w domu, dzisiaj siedzę bardzo długo. Pojadę autobusem i nie czekaj na mnie z kolacją. Będę o jakieś czwartej, piątej. - odparłem i wyszedłem z mieszkania.

To był jeden z tych beznadziejnych dni w pracy, kiedy miałem beznadziejny nastrój, jedyne na co miałem ochotę to wrócić do domu i położyć się spać, a obudzić następnego dnia i ten móc zwyczajnie ominąć. Jednak tak się oczywiście nie dało. Byłem przybity i rzecz jasna musieli mi się trafiać sami klienci w stanach depresyjnych i z chęcią na zwierzenia, wysłuchałem się miliarda opowieści o złamanych sercach, problemach finansowych, zdradach, kompleksach i myślach samobójczych. Po prostu odechciało mi się wszystkiego po godzinie, a co było dalej to już z każdą minutą czułem się tylko gorzej i gorzej. Miałem ochotę zamknąć się w łazience i popłakać, pociąć, wyładować emocje i ból. Byłem totalnie zdołowany, jeszcze musiał na mnie jakiś bufon nawrzeszczeć, czułem się parszywie i odechciało mi się żyć. W końcu jednak jakoś wytrzymałem i skończyłem zmianę i mogłem wyjść do domu.
Czułem gorąco pod powiekami i potworną gorycz i beznadzieję rozdzierające mnie od środka. Chciałem już tylko wrócić do domu i zamknąć się w samotności w sypialni i rozpłakać. Miałem dosyć. Dosyć tego dnia, dosyć problemów, dosyć wszystkiego. Chciałem by ten dzień już się skończył.
Dochodziła piąta nad ranem, kiedy szedłem przez park przy swoim osiedlu, nagle podeszli do mnie jacyś czterej faceci. Chciałem iść dalej, ale zaszli mi drogę.
- Co taki ładny chłopiec robi sam w parku w taką ciemną i zimną noc? - spytał pierwszy.
- Może pomóc ci trafić do domu? Zgubiłeś się, kolego? - zapytał drugi. Cofnąłem się o krok z sercem w gardle.
- Nie bój się, słodziutki... Nie zrobimy ci przecież chyba krzywdy... - znów pierwszy.
- Chyba... - dopowiedział trzeci i złapał mnie za włosy. Byłem tak przerażony, że nie byłem w stanie się ruszyć.
- Zajmiemy się tobą... - oznajmił czwarty uderzając mnie pięścią w brzuch tak mocno, że mnie poddusiło i zakaszlałem, a po brodzie pociekła mi stróżka krwi. Wtedy uderzyli mnie w głowę i świat się zamazał...

***

Kiedy otworzyłem oczy, byłem w jakimś pokoju, jak w tanim hotelu. Rozejrzałem się wciąż otumaniony po uderzeniu w brzuch i głowę. Bolało mnie wszystko od pasa w dół. Ledwo zaczynałem kontaktować, wtedy otworzyły się drzwi i do środka weszli tamci czterej faceci i dwóch kolejnych.
- Obudziłeś się w końcu... - jeden z nich uśmiechnął się szyderczo. Dopiero teraz zorientowałem się, że leżę na łóżku z rękami przywiązanymi do jego ramy i nie mam na sobie spodni ani bielizny. Serce zaczęło mi kołatać jak oszalałe, poczułem jak do oczu napływają mi łzy. Wtedy zza facetów wyszła jakaś kobieta. Podeszła i usiadła nade mną. Byłem przerażony.
- Zajmij się kolegą... - powiedział do niej jeden z facetów. Kiedy dotknęła mego policzka i nachyliła się nad mą twarzą, splunąłem na nią. Odskoczyła gwałtownie. Wtedy poczułem potężne uderzenie w policzek, aż mi chrupnęły kości.
- Co ty sobie wyobrazasz, sukin.synu?! - wydarł się na mnie facet, który mnie uderzył, po czym trzasnął mnie pięścią po raz drugi, tym razem w nos. Poczułem potworny ból i gorąco. Obraz stał się niewyraźny. Wszystko stało się czerwone.
- Kur.wa... Miałeś go tylko postraszyć...! - syknął jakiś głos ledwo słyszalny przez huk w mojej głowie.
- Chol.era... Zabieramy się... - inny głos.
Dalej nie wiem co się działo, ale kiedy obraz mi się wyostrzył i huk w głowie nieco zelżał, byłem w pokoju sam. Potwornie bolała mnie cała twarz. Chciałem jej dotknąć, ale ręce dalej miałem związane.
Usiadłem mimo zawrotów głowy i zacząłem się szarpać. W końcu z poobcieranymi do krwi nadgarstkami mogłem założyć na siebie bieliznę i spodnie leżące na ziemi w kącie i przerażony uciec z tamtego miejsca.
Byłem tylko w T-shircie i rurkach, nie miałem butów ani skarpetek, było mi potwornie zimno. Krew wciąż cieknąca ze złamanego nosa ubrudziła mi twarz, włosy i koszulkę oraz ręce, którymi starałem się z początku tamować krwotok, ale dałem sobie spokój. Po policzkach spływały mi łzy, w dodatku nie miałem pojęcia gdzie jestem. W końcu udało mi się odnaleźć jakieś znane mi miejsce, skąd poszedłem do domu.
Cały się trząsłem i zupełnie mi wszystko odmarzło, zwłaszcza stopy, którymi przedzierałem się przez śnieg. Krew z nosa wciąż kapała mi pod nogi. Kiedy nacisnąłem klamkę mieszkania, drzwi były otwarte. Wszedłem i zamknąłem je za sobą, zostawiając na klamce ślady krwi, po czym zamknąłem się w łazience, również mimo woli zaznaczając klamkę, a na podłodze w korytarzu krew i trochę śniegu, jaki przeniosłem na stopach. Byłem roztrzęsiony i przerażony, cały czas płakałem, nie mogłem ustać na nogach, osunąłem się na ziemię i usiadłem pod umywalką, podciągając kolana pod siebie. Cały się trząsłem i nie mogłem uspokoić.

<James? ;_;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz